|
Przymus szkolny
Anna Szulc Za rok, wbrew protestom tysięcy rodziców i rzeszy ekspertów, do pierwszej klasy podstawówki trafią sześciolatki. Jednak już teraz urzędnicy postanowili zamienić sześcioletnie dzieci w króliki doświadczalne
Sześcioletni Antoś z warszawskiego Służewca, jedno z dzieci pani Katarzyny, o tym, że do swojego ukochanego przedszkola, dokładniej – do przedszkolnej zerówki, we wrześniu już nie wróci, dowiedział się od mamy w kwietniu. Najpierw się rozpłakał. Potem zapytał, czy tam, gdzie go przymusowo wysyłają, w tej nowej szkole, będą się nim opiekować te same panie, co wcześniej. Mama pokręciła przecząco głową.
– To może chociaż przejdą z nami panie kucharki? – zapytało dziecko z nadzieją w głosie. W zerówce szkolnej, do której mimo burzliwych protestów rodziców trafił Antoś, nie ma jednak nie tylko dawnych pań i dawnych kucharek. Nie ma też bezpiecznych, wyklejonych malowankami korytarzy ani przytulnych łazienek, w których opiekunki pomagały dzieciom myć ręce i zęby. Są za to rozwrzeszczane dzieci ze starszych klas, ścisk na korytarzach i kolejki do toalety. Co więcej, toalety te nie są przystosowane do wzrostu sześciolatków, bo szkoła nie zdążyła przeprowadzić remontu. Dzieci nie dosięgają więc ani do umywalek, ani do misek ustępowych. W imię trzylatka Pięć miesięcy temu ku zdumieniu rodziców władze warszawskiego Mokotowa, którym podlegają przedszkola na Służewcu, postanowiły zlikwidować w pięciu placówkach przedszkolnych oddziały dla najstarszych dzieci i przymusowo przenieść te dzieci do zerówek- przy szkołach*. Oficjalny powód? Brak miejsc dla najmłodszych, czyli trzylatków. Rodzice- są jednak pewni, że decyzja urzędników ma drugie dno. Biurokraci chcą sprawdzić, czy szkoły poradzą sobie w przyszłym roku z reformą oświaty, którą zapowiedziała szumnie minister edukacji Katarzyna Hall, to znaczy: czy są w stanie upchnąć w swoich murach, w jednej klasie, jednocześnie dzieci sześcioletnie i siedmioletnie. – Nie są i jeszcze długo nie będą w stanie – zapewnia mnie Barbara Nowak, dyrektorka szkoły numer 86 w Krakowie, typowej osiedlowej podstawówki w Nowej Hucie. I po kolei wyjaśnia powody. Podstawowy to brak jakichkolwiek możliwości zapewnienia sześciolatkom bezpieczeństwa w przepełnionej, hałaśliwej, a czasem nawet agresywnej polskiej szkole. Druga kwestia to problem zatrudnienia większej liczby pedagogów. Reforma zakłada, że maluchy mają mieć zapewnioną opiekę w szkole tak, jak w przedszkolu – do godziny 17 – co dla szkół oznacza konieczność przyjęcia na etaty dodatkowych nauczycieli. Minister Hall zapewnia, że szkoły na przygotowanie zmian dostaną dodatkowe 150 milionów złotych, ale gdy podzielić tę kwotę przez liczbę szkół w Polsce, wychodzi, że na jedną przypadnie maksimum... 15 tysięcy złotych. Tylko raz, na przeprowadzenie wszystkich zmian. Jak zgodnie przyznają dyrektorzy szkół, pieniędzy jest zdecydowanie za mało, a już na pewno nie wystarczy ich na opłacenie dodatkowych pracowników. Trauma zamiast zabawy Jednak nie tylko o pieniądze tu chodzi. Od wielu miesięcy władze gminy Ujsoły na Żywiecczyźnie próbują bezskutecznie przekonać MEN do tego, żeby wstrzymało się ze zmianami. W Ujsołach szkoły są przepełnione do granic możliwości. Wpuszczenie w przyszłym roku do pierwszych klas sześciolatków (jak dokładnie będą wyglądać kolejne etapy reformy – patrz ramka) będzie oznaczało, że zajęcia mogą się kończyć nawet o godzinie 20. Co więcej, dzieci z położonych wysoko przysiółków, by dotrzeć do klasy, będą musiały pokonywać górzyste drogi biegnące przez lasy. W zimie pomagają im w tym narty biegówki lub... rakiety śnieżne. Na sportowe wyczyny mogą sobie pozwolić wyłącznie starsi uczniowie. Jest zatem prawie pewne, że podczas srogich zim sześciolatki zostaną w domach. Nieco lepiej jest w miastach, ale czy dobrze? – My po prostu wiemy, że przeciętna polska szkoła to dziś miejsce nieprzyjazne sześciolatkom, a czasem wręcz niebezpieczne – mówi Tomasz Elbanowski, który wraz z żoną założył stronę internetową Ratujmaluchy.pl, na której zebrał już 20 tysięcy podpisów przerażonych pomysłami MEN rodziców. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2008.09.06 21:29
Na zachodzie (np. Anglia) 6 juz ida do szkoly i nie ma z tym problemu. - Johnny Bravo
2008.09.23 13:29
To jest jakaś dyktatura, przecież powinno być referendum jakieś - basia basha@o2.pl
2008.09.15 20:22
nie rozumiem: większość społeczeństwa jest przeciwna jedyna Pani Minister ma dycydować!!!! O zgrozo!!! - ktoś
2008.09.10 14:58
tak jest jak ustawy wymyślają ludzie, którzy kompletnie nie są obyci z tematemi realiami, a wzorują się na niewiadomo czym. Pogratulować 'genialnego' pomysłu. - wero
2008.09.09 08:30
Reforma ta mnie nie dotyczy bezposrednio, ale doskonale pamietam moje siedmioletnie dziecko, ktore szlo do 1 klasy. Bylo przerazone... Atmosfera w szkole w niczym go nie zauroczyla, a okres... - m
2008.09.09 00:19
o zgrozo !!! Kolejna reforma wbrew zdrowemu rozsądkowi!! Rodzice nie pozwólmy! Przecież nikt kompletnie nie jest na to przygotowany-ani szkoły, ani nauczyciele, a co dopiero te malutkie dzieci!!! - anka gabas5@wp.pl
2008.09.08 13:36
Mnie już brakuje słów na głupotę jaka jest w Polsce. Mam dziecko urodzono w 2003 r. czyli jest królikiem doświadczalnym. Dobrze że mam jeszcze wybór i nie pójdzie do szkoły w wieku 6.... - zajaczek zajaczek1234@buziaczek.pl
2008.09.08 09:21
to jest istne szalenstwo te dzieci sobie nie poradzą zmienić miniser edukacji - nati
2008.09.07 13:10
nie ma znaczenia czy nazwiecie dom sierot bez noclegu "pszedszkole" czy "szkola"- dostaniecie wynik z problemami jak sieroty. male dzieci potrzebuja jednolita wladze, jak do poludnia obca osoba... - nikt
najnowszePromocja"Przekrój" z dwoma horrorami
|
|