|
Kinoteatrzyk Łukaszenki
Joanna Woźniczko - Czeczott Od miesiąca o wizerunek Białorusi dba brytyjski specjalista od PR. Skutki są natychmiastowe – prezydent wypuszcza więźniów politycznych i uśmiecha się do Europy. Ta już cieszy się na odwilż. Tylko białoruska opozycja nie daje się nabrać na ten spektakl
Na pierwszym spotkaniu Aleksandra Łukaszenki z lordem Timothym Bellem dominował prezydent. Siedział u szczytu stołu w sali mińskiego pałacu, kiwał swą zdobną w pożyczkę głową, zerkał na rozłożone ręczne notatki i wykładał swe racje. Do prasy przedostały się tylko fragmenty. „Białoruś to państwo, którego naród w historii wniósł wiele do Europy” – tłumaczył.
Lord Bell miał przed sobą tylko kartkę papieru z logo własnej firmy Bell Pottinger i jeden firmowy ołówek. Guru PR-owskiego świata, człowiek, który tytuł lordowski otrzymał od Margaret Thatcher za przeobrażenie jej „z gospodyni domowej w polityka na poziomie męża stanu” (słowa Bella), dyktatora słuchał ze spokojem. A po spotkaniu stwierdził lakonicznie: – Przyjechałem tu na jego prośbę. Pytał, jak poprawić wizerunek. Szczegółowy plan, jak to zrobić, Bell stworzył w kwietniu. W sierpniu potwierdził, że podpisali kontrakt. A dziś za naszą wschodnią granicą rozgrywa się przedstawienie. Akt pierwszy. Powrót do Zachodu Obrońca Aleksandra Kazulina mówi teraz: „Wiedziałem, że on wyjdzie. Przecież zatrzymali go niezgodnie z prawem”. Jednak jeszcze kilka tygodni temu oswobodzenie najsłynniejszego więźnia politycznego kraju nie było oczywiste. Kazulina, szefa Socjaldemokratycznej Partii „Hromada”, zamknięto po wyborach prezydenckich 2006 roku pod zarzutem chuligaństwa. Sąd skazał go na pięć i pół roku łagru. – Jest wynędzniały, od czasu zatrzymania ma problemy z kręgosłupem. Obchodzili się z nim brutalnie – mówi „Przekrojowi” adwokat opozycjonisty Igor Rymkiewicz. Kazulina wypuścili oficjalnie „ze względu na pogrzeb teścia”. Tym większe zdumienie, gdy kilka dni później zza krat wyszli kolejni więźniowie polityczni: młody działacz opozycji Andriej Kim i biznesmen Siergiej Parsjukiewicz. Tym samym Łukaszenka uwolnił wszystkich, których domagał się świat. – To gest świadomie wysłany w stronę Zachodu – mówi „Przekrojowi” Agata Wierzbowska-Miazga, specjalistka do spraw Białorusi Ośrodka Studiów Wschodnich. – Łukaszenka zwracał się w jego stronę zawsze, gdy pojawiały się kłopoty na linii Mińsk–Moskwa. Teraz sytuacja jest o tyle nowa, że Białoruś kłopotów z Rosją nie ma. Przeciwnie, wydaje się, że w kontekście konfliktu w Gruzji i decyzji o instalacji tarczy antyrakietowej w Polsce pozycja Mińska wobec Moskwy jest dość mocna. To, że jednocześnie Łukaszenka zabiega o Zachód, wygląda na początek nowej strategii – dodaje Wierzbowska-Miazga. Reakcja Zachodu zaś jest entuzjastyczna. Dzień po wypuszczeniu więźniów z białoruskim ministrem spraw zagranicznych spotkał się przedstawiciel Departamentu Stanu USA (rozmawiali „o poprawie stosunków”). Francja, która przewodniczy UE, zasugerowała zniesienie sankcji nałożonych na Łukaszenkę i 40 oficjeli po sfałszowaniu referendum konstytucyjnego w 2004 roku, jeśli Łukaszenka przeprowadzi wolne wybory i zapewni wolność mediów. To trudne warunki – ale do tej pory Unia stawiała ich o wiele więcej. Zimą było to jeszcze 12 punktów, a w lipcu, już na fali odwilży, szef unijnej dyplomacji Javier Solana zredukował ich liczbę do pięciu. Zaś w zeszłym tygodniu marszałek sejmu Litwy posunął się jeszcze dalej: zaproponował rozważenie przełamania izolacji Białorusi- już teraz. Czy te sukcesy można wpisać na konto zasług lorda Bella? Czy może na odwrót, zatrudnienie go jest znakiem nowej strategii? – Jedno jest pewne. Od kiedy Bell doradza Łukaszence, świat zaczął nas postrzegać zupełnie inaczej – powiedział „Przekrojowi” reżyser Nikołaj Chalezin. I wydał lordowi walkę. Akt drugi. Teatr kontra teatr Trudno się dziwić, że jako pierwsi przeciw spektaklowi Bella – lub spektaklowi Łukaszenki z Bellem jako suflerem – zbuntowali się prawdziwi artyści. Natalia Koliada i Nikołaj Chalezin to twórcy Teatru Wolnego. Jest on dla Białorusinów tym, czym dla nas był teatr Kantora. Ludzi z Teatru Wolnego Bell doprowadził do pasji. – Wróciliśmy właśnie z występów gościnnych w Wielkiej Brytanii – opowiada Chalezin. – Wszyscy mówili tam o poparciu dla opozycji. A tu jeden z nich zaczyna przekonywać świat, że dyktatura na Białorusi się kończy! Koliada i Chalezin napisali do Timothy’ego- Bella list otwarty. Pełen emocji. – Uważamy, że od tej pory powinien odczuć na sobie odpowiedzialność za to, co się dzieje w kraju. Jeś-li świat przestanie dostrzegać na Białorusi dyktaturę, powrócą polityczne morderstwa. A inni- dyktatorzy zrozumieją, że po zastosowaniu kilku PR-owskich sztuczek mogą być bezkarni – przekonuje Chalezin. Ich list kończy się pragmatycznie. „Rozumiemy, że robi pan to dla pieniędzy – piszą. – Jest pan dorosłym człowiekiem i rozumie pan, że w budżecie Białorusi nie ma takiej pozycji jak »technologie PR Lorda Bella«, przy której figurowałaby ośmiocyfrowa suma. Oznacza to, że pieniądze, które pan prawdopodobnie otrzyma, wyłoży białoruski podatnik”. Lord Bell na list nie odpowiedział. Dzięki niemu może jednak wiedzieć, co o „odwilży” Łukaszenki myślą Białorusini, przynajmniej ci świadomi swoich praw. Bo choć Europa daje się zwodzić, Białoruś się na nią nie nabierze. Akt trzeci. Naród niewdzięczny Michaił Paszkiewicz ma 22 lata i nie jest więźniem politycznym. Został jedynie skazany na „ograniczenie wolności”. A oto jego prawa i obowiązki: Nie wolno mu opuścić Mińska (co dopiero kraju!) bez pozwolenia inspektora. Nie wolno mu zmienić pracy czy mieszkania bez pozwolenia inspektora. Bez zgody inspektora wolno mu tylko chodzić do pracy i odwiedzać rodzinę. – Wczoraj, gdy wracaliśmy ze znajomymi z pracy, oni wstąpili do kawiarni. Ja wolałem nie ryzykować. To zakazane, podobnie jak życie kulturalne czy uprawianie sportów – opowiada nam przez telefon szorstkim, energicznym głosem. Michaił u swojego inspektora musi meldować się co tydzień, a inspektor może go odwiedzić i skontrolować w każdej chwili. Miszy nie wolno przebywać poza domem od siódmej wieczór do szóstej rano. – Jeśli spóźnię się pół godziny, to już naruszenie. Trzy naruszenia i ląduję w więzieniu. Zakazów jest tyle, że inspektor w każdej chwili może coś znaleźć. Dlatego jeśli nawet nikt mnie nie śledzi, wolę nie ryzykować. Jak wczoraj z tą kawiarnią – dodaje. Takich jak Michaił jest jeszcze dziewięcioro. Wszyscy skazani na karę ograniczenia wolności po styczniowych demonstracjach w Mińsku. Dlatego gdy Kazulin, Kim i Parsjukiewicz wyszli z łagru, natychmiast wydali oświadczenie: to nieprawda, że więźniów politycznych już nie ma. Paszkiewicz i dziewięciu innych nie żyją na wolności. Nikt ze środowiska opozycjonistów nie dał się także nabrać, że za wypuszczeniem więźniów pójdą prawdziwe przemiany. – To ich stały manewr. Zimą, zanim wsadzili Kima i Parsjukiewicza, trzech poprzednich politycznych też wypuścili. U nas nikt nie wierzy, że teraz represje się skończą – mówi nam Katia Tkaczenko z opozycyjnej Zjednoczonej Partii Obywatelskiej. A adwokat Kazulina dodaje: – Więźniowie to polityczni zakładnicy reżimu. Zamyka się ich między innymi po to, żeby potem uwolnić. Dla Zachodu to gest znaczący, a wewnątrz reżimu nikt nie odbiera go jako przejawu słabości Łukaszenki – wyjaśnia. Akt czwarty. Wypłata Jeśli w tym spektaklu nie chodzi o prawdziwe zmiany – to o co? Odpowiedź jest banalna. Po trzykroć o pieniądze. Pieniądze numer jeden to inwestycje zagraniczne. – Łukaszenka chce pozyskać inwestorów z Europy. Do tej pory mógł liczyć głównie na Rosję, Indie, Chiny czy Iran, a więc na kraje, które do nawiązania kontaktów handlowych nie wymagają przestrzegania praw człowieka. Po ubiegłorocznej podwyżce cen gazu Białorusi to już nie wystarcza – mówi nam Agata Wierzbowska-‑Miazga. Pieniądze numer dwa to możliwość zaciągania kredytów w zachodnich bankach. I wreszcie pokazanie Rosji, że Łukaszenka ma alternatywę wobec sojuszu z nią. To wiąże się z pieniędzmi numer trzy – stworzeniem lepszej pozycji w negocjacji cen gazu. Aleksander Łukaszenka może sobie wyglądać jak władca buraczanego pola i rozstawiać opozycję po kątach. A jego doradca i tak gani świat za stosowanie podwójnych standardów. Dlaczego, pyta na przykład lord Bell, prezydenta Rosji przyjęto na salony i jego kraj do G8, skoro tam też nie ma demokratycznych wyborów, a są polityczni więźniowie? – Trzeba to załatwić – mówi PR-owiec. Załatwia więc. Według Chalezina lobbuje głównie w krajach byłego bloku wschodniego, we Francji oraz w Niemczech. Ostatni akt dramatu rozegra się w czasie wyborów parlamentarnych na Białorusi, które odbędą się już za miesiąc. Opozycja ma nadzieję, że do ich czasu lord Bell nie załatwi również jej. Joanna Woźniczko-Czeczott "Przekrój" 36/2008 List Chalezina znajdziesz m.in. TUTAJ wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2008.09.10 11:57
I nie zanosi się na to, żeby miała wstać. Nazwy białoruskich partii politycznych lepiej znają Polacy, niż sami Białorusini, a gdyby Łukaszenka zrobił wszystkim psikusa i nie majstrował... - minio minio@mail.ru
2008.09.08 01:51
super, tak trzymac najnowszePromocja"Przekrój" z dwoma horrorami
|
|