|
Karadżić będzie oskarżał
Magdalena Szulc-Hejna On nie boi się prawdy. Boi się stronniczości haskiego trybunału – mówi brat Radovana Karadżicia Luka w wywiadzie dla „Przekroju” Przeczytaj także: – Liczył się z tym, że któregoś dnia zostanie złapany. Wiedział jednak, że zachowa spokój i nie będzie stawiał oporu. Pana syn Dragan przyznał się, że pomagał stryjowi w ostatnich latach, gdy ten się ukrywał. Pan też miał kontakt z bratem? – Nie inaczej. Wysyłaliśmy do siebie SMS-y. Jestem z bratem bardzo związany. Co Radovan Karadżić powie sędziom w Hadze? Jak będzie się bronił? – Zamierza powoływać się na urzędowe dokumenty. Ma wiele wartościowych dowodów potwierdzających, że decyzje, które podejmował w czasie wojny w Bośni i Hercegowinie w latach 1992–1995, miały na celu ochronę narodu serbskiego. Dlaczego postanowił bronić się sam? Nie obawia się, że to zbyt ryzykowne? – Radovan nie boi się ryzyka. Świetnie zna wszystkie dokumenty oraz sytuację, jaka panowała w Bośni i Hercegowinie w czasie wojny. Nie wyobraża więc sobie, żeby kto inny powoływał za niego świadków. Adwokat nigdy nie pozna wszystkich szczegółów. Poza tym nigdy nie przedstawi wersji wydarzeń klienta w taki sposób, w jaki on sam by to zrobił. Radovan brał udział w wydarzeniach w Bośni. Był na szczycie politycznej piramidy Republiki Serbskiej. Nie ma na świecie adwokata, który lepiej reprezentowałby mojego brata niż on sam. Oczywiście zamierza współpracować z grupą adwokatów, którzy będą mu doradzać, jak ma się zachowywać, jak postępować w czasie procesu. Zapoznają go również z obowiązującymi procedurami. Zaraz po aresztowaniu brata powiedział pan, że Radovan liczy na Moskwę. Co pan miał na myśli? – Mamy nadzieję, że Rosja będzie stanowcza i nie dopuści do tego, aby prace Międzynarodowego Trybunału Karnego do spraw Zbrodni Wojennych w Byłej Jugosławii się przeciągały. Trybunał kończy swoją działalność w 2010 roku, jednak ostatni wyrok musi zapaść do końca tego roku. Zgodnie ze statutem w latach 2009–2010 trybunał powinien rozpatrywać wyłącznie apelacje i skargi. Liczymy na to, że Moskwa będzie przeciwna jakimkolwiek zmianom tego terminarza. Mówił pan również o umowie, którą Radovan zawarł z USA. W zamian za zrzeczenie się pełnionych funkcji i wycofanie z życia publicznego obiecano mu nietykalność. Tyle że Amerykanie oficjalnie się do tego nie przyznają. – Ówczesny wysłannik Stanów Zjednoczonych na Bałkany Richard Holbrooke, z którym mój brat zawarł tę umowę, rzeczywiście zaprzecza, jakoby miało to miejsce. Ale nie tylko Holbrooke wiedział o tej umowie. Wiele osób wiedziało. Wspomina o niej była prokurator haskiego trybunału Carla del Ponte w swojej książce „The Hunt”, rzeczniczka trybunału Florence Hartmann w książce „Peace and Punishment”, a także dyplomaci, którzy brali wówczas udział w negocjacjach. Wszyscy mówią to samo – z wyjątkiem Holbrooke’a. To niemożliwe, żeby wszyscy kłamali, a on jeden mówił prawdę. Bez wątpienia od czasu tej umowy zmieniła się polityka administracji Stanów Zjednoczonych wobec Radovana i Bośni. I myślę, że Carla del Ponte miała rację, gdy przed kilku laty powiedziała, że Amerykanie chętniej zabiliby Karadżicia, niż go widzieli w Hadze. Nie tylko dlatego, że zdradziłby szczegóły tej umowy, ale przede wszystkim dlatego, że za dużo wie. Zwłaszcza o podobnych umowach, ale także o tajnych rozmowach prowadzonych przez cały okres wojny w Bośni i Hercegowinie. Trzeba pamiętać, że Radovan Karadżić zdecydowaną większość tego czasu spędził na negocjacjach z zagranicznymi dyplomatami. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.najnowsze |
|