Strona główna > Wydarzenia > Świat > Obywatel Jackson
30.06.2009
Obywatel Jackson

Maciej Jarkowiec

Brak umiaru, życie na kredyt – cała Ameryka mieści się w osobie twórcy „Thrillera”

Oczyma wyobraźni śmierć Michaela Jacksona widzę jak śmierć innego słynnego (choć fikcyjnego) syna Ameryki. Obywatel Kane, bohater filmu Orsona Wellesa, tak jak Jackson ucieleśnienie amerykańskiego snu, a potem upadły gwiazdor i milioner – umierał w odosobnieniu, zdziwaczały, nierozumiany przez nikogo. Z łatwością wyobrażam sobie, że Jackson – jak Kane – w momencie śmierci ściskał w dłoni zabawkę – wspomnienie utraconego dzieciństwa. Przyznaję – to bardzo amerykański obrazek. Cała Ameryka – no, może prawie cała – mieści się w Michaelu Jacksonie.

W Jacksonie jest amerykańskie uwielbienie rozmiaru. I nadmiaru. Jego sława była największa na świecie, teledyski najdłuższe i najdroższe, dom – rezydencja Neverland za 50 milionów dolarów – najbardziej ekscentryczny. Jest w nim amerykańska wolność, spełnienie snu: od pucybuta do milionera. Jest w nim amerykańskie zniewolenie, bezkompromisowy, wpajany od najmłodszych lat indywidualizm, który napędza Amerykę na tyle skutecznie, że biegnie ona kilka długości przed światem. Samotna. Tak jak jej społeczeństwo – kocioł coraz bardziej oddalonych od siebie wolnych elektronów.

W Jacksonie jest amerykański show-biznes, który zarabia więcej niż przemysł zbrojeniowy, wydaje z siebie więcej bohaterów narodowych niż armia i polityka razem wzięte, a o utrzymanie amerykańskiego panowania nad światem dba skuteczniej niż którykolwiek prezydent.
Jest w nim amerykański brak umiaru w życiu na kredyt. Wydawał 7,5 miliona dolarów rocznie na zachcianki i 5 milionów na utrzymanie Neverland. Ogromne pożyczki zaczął zaciągać pod koniec lat 90. Tak jak USA mogą zadłużać się w nieskończoność, bo wypłacalność gwarantuje im emisja zawsze atrakcyjnych obligacji, tak Jackson w bankach legitymował się glejtem praw autorskich do setek piosenek wartym miliard dolarów. Ale kryzys zapukał też do jego drzwi. Przed wywłaszczeniem uratowało go oddanie połowy praw do Neverlandu.
W Jacksonie jest historia równouprawnienia Murzynów. Był pierwszym czarnym artystą, który zawładnął wyobraźnią całej, również białej, Ameryki. Dosłownie – własnym ciałem – urzeczywistnił slogan, że kolor skóry nie ma znaczenia – umierał przecież biały jak porcelanowa lalka. Ale jego domniemana choroba, wskutek której tracił pigment, nabiera symbolicznej mocy, gdy się pamięta, jak wielu Murzynów w USA zadaje sobie pytanie: jak bardzo trzeba „się wybielić” (w sensie niedosłownym), by naprawdę stać się równoprawnym Amerykaninem? Jackson był jednym z największych bohaterów Stanów Zjednoczonych w ich historii, Królem, następcą Elvisa.
I tak jak przez lata w wielu wymiarach ucieleśniał wielkość Ameryki, tak pod koniec życia schorowany, zadłużony gigant o zszarganej reputacji stał się wymownym symbolem jej upadku.

Maciej Jarkowiec
„Przekrój” 26/2009

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2009.07.01 07:57

jw

2009.06.30 15:20

geniusz w swym szaleństwie..

Wszystkie

Koniecznie przeczytaj







„Przekrój” 30/2010 

okladka_mala_29.jpg W sprzedaży od wtorku, 27 lipca 2010 roku

• Stenka wołałaby być...
• Żuławski kocha...
• Prawdę o Tu-154 poznają....

Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści